Ostrożnie obchodzę wystający korzeń i czuję, jak wilgoć przesiąka przez materiał butów. Mgła unosi się wyżej, odsłaniając wąską ścieżkę wydeptaną wśród paproci. W kieszeni kurtki klucz ciąży jak obietnica, której nie rozumiem. Zatrzymuję się przy zwalonym pniu porośniętym mchem i wyciągam mapę, rozkładając ją na kolanie. Czerwone linie wiją się w stronę oznaczonego krzyżykiem punktu, który wydaje się bliższy niż myślałem. Słyszę szum strumienia coraz wyraźniej, jakby przyzywał mnie do siebie. Schylam się, nabieram garść zimnej wody i piję powoli, czując jak chłód spływa po gardle. Nagle dostrzegam na mapie dopisek ołówkiem, którego wcześniej nie zauważyłem. Podnoszę wzrok i widzę, że ścieżka skręca lekko w lewo za kępą jałowców. Robię krok w tamtą stronę i czuję lekkie drżenie ziemi pod stopą. Klucz w kieszeni wydaje cichy brzęk przy każdym ruchu.
Robię kolejny krok i ziemia pod butem zapada się lekko, jakby kryła pustkę. Zatrzymuję się gwałtownie, czując jak serce podskakuje mi do gardła. Odsuwam stopę i widzę wąską szczelinę w podłożu, z której wydobywa się chłodny powiew. Klękam ostrożnie i pochylam głowę, próbując dojrzeć co jest niżej. W szczelinie błyszczy coś metalicznego, jakby fragment starej rury lub kraty. Wyciągam rękę i dotykam zimnej powierzchni, która wydaje się zbyt gładka jak na naturalny kamień. Nagle słyszę daleki, stłumiony odgłos przypominający skrzypnięcie zawiasów. Wstaję szybko, otrzepując dłonie z piachu i rozglądam się po lesie, który nagle wydaje się gęstszy. Mapa w mojej dłoni drży lekko, gdy wiatr zmienia kierunek. Zdecydowanie skręcam w prawo, omijając szczelinę szerokim łukiem. Po kilkunastu metrach między drzewami pojawia się stara, drewniana studnia porośnięta bluszczem. Nachylam się nad jej krawędzią i czuję zapach wilgoci oraz rdzy unoszący się z głębi.
Zerkam w dół, gdzie ciemność pochłania nawet najdrobniejsze światło. Moje palce zaciskają się na omszałej krawędzi, bo nagle czuję lekki zawrót głowy. W kieszeni kurtki klucz zaczyna drżeć, jakby reagował na coś niewidzialnego. Z tyłu dobiega cichy szelest liści, jakby ktoś przesunął się między paprociami. Odwracam głowę, ale widzę tylko falującą mgłę i nieruchome gałęzie. Woda na dnie studni odbija słaby blask, ukazując coś okrągłego i metalowego. Wyciągam mapę i porównuję rysunek z tym, co mam przed oczami, zauważając identyczny symbol studni. Serce bije mi szybciej, gdy uświadamiam sobie, że to nie przypadek. Schylam się niżej, próbując dojrzeć szczegóły na dnie, i czuję jak bluszcz łaskocze mnie po nadgarstku. Nagle słyszę stłumiony plusk, jakby coś poruszyło taflę wody. Wyciągam rękę po leżący obok kamień, gotów go upuścić.
Kamień wyślizguje mi się z palców i spada w czarną otchłań, a po sekundzie dobiega echo odległego plusku. Cofam się gwałtownie, bo studnia wydaje niskie, metaliczne westchnienie. Mgła wokół gęstnieje, jakby chciała mnie zatrzymać przy krawędzi. Odwracam się i ruszam szybkim krokiem ścieżką na północ, czując jak kurtka lepi się do pleców od potu. Między drzewami pojawia się stara, zardzewiała bramka z łańcuchem, której wcześniej nie zauważyłem. Przeskakuję ją bez wahania, lądując na miękkim mchu, który tłumi dźwięk moich kroków. W głowie kołacze mi kartka z ostrzeżeniem, więc przyspieszam, ignorując ból w skroniach. Po kilkuset metrach las rzednie i przede mną otwiera się polana z samotnym, kamiennym słupem. Na jego szczycie widzę wyryty ten sam symbol co na kluczu. Zatrzymuję się tuż przed nim i wyciągam znalezisko z kieszeni, obracając je w drżących palcach.
Odwracam wzrok od symbolu i rozglądam się po polanie w poszukiwaniu śladów ludzkiej obecności. Kucam przy omszałym głazie i przesuwam dłonią po jego chropowatej powierzchni, wyczuwając pod palcami ledwo widoczne rowki. W oddali między drzewami dostrzegam zarys niskiej, kamiennej budowli porośniętej bluszczem, której dach zapadł się częściowo. Podchodzę bliżej, czując jak wilgotna trawa klei się do cholewek butów. Popycham skrzypiące drzwi ramieniem i wchodzę do środka, gdzie powietrze pachnie stęchlizną i starym drewnem. Na podłodze leży rozrzucona sterta pożółkłych papierów, a na jednej ze ścian widnieje wyblakły rysunek mapy podobnej do mojej. Schylam się po najbliższą kartkę i widzę na niej schemat tuneli biegnących pod polaną. Nagle pod moimi stopami rozlega się głuchy stukot, jakby coś poruszyło się w piwnicy. Podnoszę głowę i zauważam wąskie schody prowadzące w dół, z których dochodzi słaby powiew. Robię pierwszy krok w tamtą stronę, trzymając klucz mocno w garści.
Schody są wąskie i śliskie od wilgoci, więc przytrzymuję się chropowatej ściany, żeby nie stracić równowagi. Powietrze staje się gęstsze, niosąc ze sobą zapach starego metalu i ziemi. Po kilkunastu stopniach docieram na dno, gdzie pod stopami chrzęści żwir wymieszany z odłamkami cegieł. W słabym świetle latarki, którą wyciągam z kurtki, widzę korytarz biegnący w dwóch kierunkach. Wybieram lewy, bo stamtąd dochodzi cichy szmer przypominający kapanie wody. Idę powoli, czując jak buty zapadają się w miękkim mule. Na ścianie zauważam wyblakłe strzałki namalowane farbą, które wskazują dalej. Nagle korytarz skręca ostro i otwiera się na niewielką komorę z żelaznymi drzwiami w głębi. Podchodzę bliżej i dostrzegam w zamku otwór idealnie pasujący do kształtu mojego klucza. Wkładam go ostrożnie i przekręcam w prawo, słysząc jak mechanizm ustępuje z cichym kliknięciem. Drzwi uchylają się powoli, odsłaniając ciemny otwór, z którego wydobywa się lekki przeciąg niosący woń spalenizny.
Przechodzę przez próg i czuję jak zimne powietrze owija mi kostki. Latarka w mojej dłoni drży lekko, rzucając żółty krąg na wilgotne ściany z cegieł. Robię kilka kroków naprzód, a pod butami chrzęści warstwa popiołu zmieszanego z drobnymi odłamkami. W głębi komory dostrzegam drewnianą skrzynię z uchyloną pokrywą, na której leży gruba warstwa sadzy. Klękam przy niej i odgarniam popiół dłonią, odsłaniając metalowe okucia pokryte nalotem. W środku błyszczą stare monety i kilka pożółkłych dokumentów związanych sznurkiem. Serce bije mi szybciej, gdy podnoszę garść monet i czuję ich zaskakujący ciężar. Nagle z bocznego korytarza dobiega cichy trzask, jakby ktoś nadepnął na gałązkę. Odwracam głowę i kieruję snop światła w tamtą stronę, ale widzę tylko pustkę i smugę dymu unoszącą się spod ziemi. Wkładam kilka monet do kieszeni kurtki, a resztę zostawiam na później. Podnoszę jeden z dokumentów i rozkładam go ostrożnie, zauważając na nim schemat tuneli z zaznaczonym krzyżykiem dokładnie w tym miejscu. Moje palce zaciskają się na papierze, gdy słyszę kolejny, bliższy trzask dochodzący z ciemności.
Odwracam się gwałtownie i kieruję snop latarki w głąb korytarza, gdzie trzask zamienia się w serię cichych stukotów. Robię kilka ostrożnych kroków w tamtą stronę, czując jak wilgotny żwir ugina się pod podeszwami. W ścianie zauważam wąską szczelinę, z której wydobywa się lekki zapach ziemi i starego drewna. Przesuwam dłonią po cegłach i natrafiam na luźny kamień, który ustępuje pod naciskiem, odsłaniając małą wnękę. W środku leży zardzewiały łańcuch z przyczepioną tabliczką pokrytą ledwo czytelnymi literami. Podnoszę ją bliżej światła i odczytuję datę oraz nazwę miejscowości, której nigdy wcześniej nie słyszałem. Nagle pod moimi stopami rozlega się głuchy odgłos jakby przesuwania się ziemi, więc cofam się o krok. Z boku korytarza dostrzegam kolejne rozwidlenie, gdzie ściany są pokryte starymi, wyblakłymi znakami. Podchodzę do nich i przesuwam palcami po chropowatej powierzchni, wyczuwając wgłębienia układające się w strzałkę wskazującą w lewo. Zerkam w tamtą stronę i widzę, jak światło latarki odbija się od czegoś metalicznego w oddali.
Zbliżam się ostrożnie po nierównym gruncie, a blask okazuje się być refleksem na starej, zardzewiałej szynie wbitej w ziemię. Przeskakuję nad nią i nagle pod moimi butami rozlega się metaliczne echo, jakby korytarz ciągnął się niżej. Zatrzymuję się na moment, nasłuchując, ale słyszę tylko własny oddech. Kieruję latarkę w bok i dostrzegam wąskie wejście do bocznej komory, z której wydobywa się lekki zapach smoły. Wchodzę tam, czując jak ściany zaciskają się wokół ramion. Na podłodze leży rozbita lampa naftowa z resztkami czarnego płynu. Podnoszę ją i odstawiam na bok, gdy nagle z głębi tunelu dobiega niski, przeciągły jęk przypominający wiatr w rurach. Odwracam się i widzę, że szyna prowadzi prosto do żelaznej kraty blokującej dalszą drogę. Chwytam za pręty i szarpię mocno, czując jak rdza osypuje mi się na dłonie. Kraty ustępują z oporem, odsłaniając schody prowadzące jeszcze głębiej. Robię krok w dół i czuję nagły powiew niosący drobinki pyłu prosto w oczy.
Mrugam gwałtownie, próbując pozbyć się pyłu, który drapie pod powiekami. Schodzę niżej, trzymając się zimnej ściany, a każdy stopień odpowiada głuchym echem. W powietrzu unosi się coraz silniejsza woń starego dymu zmieszanego z ziemią. Latarka w mojej dłoni oświetla nierówne stopnie pokryte cienką warstwą sadzy. Na jednym z nich dostrzegam odcisk buta, który nie należy do mnie. Zatrzymuję się na chwilę i nasłuchuję, ale słyszę tylko odległe kapanie wody. Schodzę dalej, czując jak temperatura spada z każdym metrem. W końcu docieram na płaskie podłoże, gdzie pod nogami chrzęści gruz. Kieruję światło w przód i widzę wąski korytarz zakończony metalowymi drzwiami z okrągłym kołem zamiast klamki. Chwytam za zimne koło i zaczynam je obracać.
Personality: główny bohatet chlopak lat 10 bysty i ładnie śpiewa
Relations: lubi przygody i podróże po świecie. wlasnie robi tourne po krajach azjatyckich
Instrukcje dla narratora — jak opowiadać (nie: co się dzieje w fabule). Trafiają dosłownie do promptu narratora.